Ten zbiór szkiców i felietonów jest próbą historyczno-literackiej interpretacji różnorodnych zagadnień i zjawisk związanych z szeroko pojętą problematyką wolności człowieka, jego praw obywatelskich, walką o swobody polityczne, ekonomiczne, światopoglądowe, twórcze i inne, głównie w odniesieniu do doświadczeń polskich w tej dziedzinie.
I słusznie, bo scena polityczna w tym względzie aż nadto bogata, nie brak w tej książce również tropów światowych i uniwersalnych, biblijnych, antycznych, czy wziętych z różnych epok rewolucyjnych, które ilustrują temat wolności.
Uwzględniając różne pominięcia i niedostatki tego opracowania, na pochwałę zasługuje podjęcie się nie lata ważkiego tematu, jakim jest mówienie o niełatwych problemach wolności.
Chwilami odnosi się wrażenie, że autor chciał swą książką jakby wystawić pomnik wolności, równie efektowny jak nowojorska Statua Wolności.
I fragment;
A w innym miejscu rozważań Parandowskiego o Norwidzie czytamy:
Książki, obok których współcześni przeszli obojętnie, mają zwichnięte życie, nawet największa sława u potomności nie wróci wiosny, które je ominęła. W rocznikach literatury zapisały się długim szeregiem imiona autorów zlekceważonych i zapomnianych w swoim czasie, jak Słowacki i Norwid. Ich późniejsze triumfy nie powetowały strat, jakie wyrządziło lekceważenie ich twórczości wtedy, gdy była świeża i gorąca od żaru swojej chwili dziejowej. Nie rozpoznane i nie przyjęte piękno to zasypane źródło. Norwid wstający z grobu pół wieku później, owinięty w komentarze, jak wskrzeszony Łazarz w całuny na starych obrazach, nie mógł w rozwoju poezji i myśli polskiej dokonać tego, czego by dokonał swymi dysonansami w epoce spiżowych wierszy Mickiewicza i dzwonków Zalewskiego.